Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— I dlatego wprowadzacie go do jadalni zamiast odprowadzić go do sierżanta! Choćby mówił wszystkiemi językami świata, nie wolno.
Tłumok znowu jęknął i coś zamamrotał. Mały Mildred wstał i podszedł do niego, chcąc mu się przyjrzeć. Naraz odskoczył w tył, jakby otrzymał postrzał.
— Może byłoby lepiej, panie pułkowniku, odprawić ludzi — rzekł do pułkownika ze śmiałością oficera, który wie, iż posiada pewne względy.
To mówiąc, wziął w ramiona tę obwiązaną łachmanami okropność i usadowił ją w fotelu. Zapomnieliśmy zaznaczyć, iż małość Mildreda pochodziła stąd, iż był tylko sześć stop i cztery cale wysoki i odpowiednio szeroki. Spostrzegłszy, że oficer chce się zająć jeńcem i że pułkownika wzrok zaczyna płonąć, kapral ze swymi ludźmi czem prędzej się oddalił. Biesiadnicy pozostali razem ze złodziejem karabinów który oparł głowę na stole i zapłakał gorzko, beznadziejnie i żałośnie, jak małe dziecko.
Hira Singh skoczył na równe nogi.
— Panie pułkowniku! — rzekł — ten człowiek nie jest Afganem, bo oni płaczą Ai! Ai! i nie jest Hindustani, bo ci płaczą Oh! Ho! On płacze, jak biali ludzie, którzy mowią Ou, ou!
— Gdzie u licha zdobyłeś pan tę wiedzę,