Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kiej mahometańskiej świątyni odprawiano modły, a wezwanie do modlitwy rozlegało się z minaretów bez przerwy. Słyszeli zawodzenie w domach dotkniętych śmiercią, a raz pisk kobiety, która straciła dziecię i wzywała je z powrotem na ziemię. O zmierzchu widzieli, jak niesiono umarłych ku bramom miasta i za każdemi noszami grupę żałobników. Wówczas całowali się i drżeli.
Była to czerwona i ciężka rozprawa, albowiem kraj był bardzo chory i potrzebował odrobiny wytchnienia, zanimby mogła go znowu zalać fala taniego życia. Dzieci niedojrzałych ojców i nierozwiniętych matek nie stawiały żadnego oporu. Zastraszone siedziały cicho, czekając, rychło w listopadzie miecz zostanie wsunięty do pochwy, jeśli takie będzie przeznaczenie. Luki powstawały wśród Anglików, ale te luki zapełniały się Prace, mające na celu niesienie pomocy głodnym, budowę schronisk dla cholerycznych, rozdawanie lekarstw i stosowanie wszelkich środków do walk z tą klęską, posuwało się naprzód, ponieważ tak rozporządzono.
Holdenowi zapowiedziano, aby był gotów zastąpić najbliższego człowieka, który padnie. Przez dwanaście godzin na dobę nie mógł widzieć Ameery, zaś ona mogła skonać w przeciągu trzech godzin. Zastanawiał się nad tem,