Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


coby musiał wycierpieć, gdyby jej nie widział przez trzy miesiące lub gdyby umarła i zniknęła mu z oczu. Był bezwzględnie pewny, iż śmierć jej zostanie postanowiona — tak pewny, że kiedy podniósł głowę z nad depeszy i ujrzał w drzwiach zadyszanego Pir Chana, zaśmiał się na cały głos.
— A więc? — zapytał.
— Kiedy w nocy rozlegnie się krzyk, a duch wleci w gardło, któż ma czar tak potężny, aby temu zapobiegł. Pójdź prędko, Synu Niebios. To czarna cholera.
Holden pogalopował do domu. Niebo było ciężkie od chmur, ponieważ długo zwłóczące deszcze zbliżały się już, a upał dusił. W podwórzu powitała go matka Ameery, szepcząc;
— Kona już. Sama wpędziła się w śmierć. Jest już prawie umarła. I cóż ja teraz pocznę, sahibie?
Ameera leżała w tym samym pokoju, w którym Tota umarł. Kiedy Holden wszedł, nie dała ani znaku życia, jako że dusza ludzka jest istotą bardzo samotną, a kiedy zbiera się do odejścia, ukrywa się w mglistym kraju pogranicznym, dokąd żywi iść za nią nie mogą. Czarna cholera dokonywa swego dzieła spokojnie i bez żadnych objaśnień. Ameera była wykreślona z życia, jak gdyby sam Anioł Śmierci