Strona:Rudyard Kipling - Nowele (1892).djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jego tłomoki. Wróci do Seinli skoro odzyska siły, dość miał tych wycieczek w góry.
Nie spieszno mu jednak było do Seinli i pomału do sił wracał. Lispeth nie słuchała tymczasem mądrych rad kapelana, ani jego żony, tak, że wreszcie ta ostatnia czuła się w obowiązku ostrzeżenia młodego człowieka. Smiał się szczerze, podziwiał świeżość i romantyczność tej istnej himalajskiej sielanki... cóż, był zaręczony w Anglji i wszystko to było na marne... Dyskretnym będzie, o, tak! najpewniej! Był nim też, lecz nie zdołał oprzeć się miłej pokusie rozmawiania z Lispeth, i spacerowania z Lispeth, i mówienia jej wdzięcznych słówek i słówek pieszczonych, gdy mu wracające siły pozwalały używać długich z nią przechadzek. Wszystko to niczem było dla niego, wszystkiem dla Lispeth! Czuła się ona bardzo szczęśliwą, bo miała kogo kochać.
Należąc z urodzenia do dzikich i niecywilizowanych, nie zadawała sobie trudu ukrywania wzrastających uczuć. Bawiło to nieskończenie anglika. Gdy się już miał oddalić, Lispeth odprowadzała go w góry aż do Narkundy; czuła się zmieszaną i bardzo smutną. Żona kapelana, jako dobra chrześcjanka, brzydząca się cieniem skandalu i hałasem wszelakim, skłoniła anglika do zapewnienia Lispeth, że wróci i z nią się ożeni. «Takie to jeszcze dziecko! — mówiła — w głębi serca została poganką». Tak mówiła żona kapelana, to też anglik przez całą drogę, wpół ujmując Lispeth, upewniał ją, że wróci i tak dalej. Dziewczę mu tysiąckrotnie słodkie kazało powtarzać obiecanki. Płakała u Narkundy szczytu, patrząc za nim aż znikł w oddali na drodze do Muttiani.
Otarłszy oczy, wróciła do Kotgarh, mówiąc żonie kapelana: «Wróci i ożeni się ze mną, tylko pojedzie do domu oznajmić to swej rodzinie». I żona kapelana, pocieszając Lispeth, twierdziła: «Ależ wróci, wróci!»