Strona:Rudyard Kipling - Nowele (1892).djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Po dwóch miesiącach wyczekiwania, Lispeth zaniepokoiła się. Powiedziano jej wówczas, że Anglja daleko, za morzem... Wiedziała przecie gdzie leży Anglja, gdyż uczono ją początków geografji, tylko o mórz obszarach nie miało pojęcia to górskie dziewczę. W domu kapelana był porwany atlas. Lispeth bawiła się nim, dzieckiem będąc. Wyciągnęła go znów z kąta, rozkładając co wieczór i zlewając gorącemi łzami. Szukała śladów anglika, nie mając zaś wyobrażenia o przestrzeni i o parostatkach, błądziła co wieczór — zresztą, co tam! wszak anglik nie zamierzał wcale wrócić, by pojąć w małżeństwo małą pogankę... zapomniał już o niej, łowiąc motyle w Arsam. W dziele, które wydał potem o Wschodzie, imię Lispeth nie było wzmiankowane.
Po trzech miesiącach, Lispeth codziennie wchodziła na szczyt Narkundy, wyglądając powrotu anglika. Uspakajało to ją, a żona kapelana, widząc ją weselszą, sądziła, że się pozbywa «swego szaleństwa». Z czasem zaprzestała swych wycieczek, a charakter jej się zepsuł. Żona kapelana uważała chwilę tę za stanowczą właśnie, by otworzyć oczy zaślepionemu dziewczęciu, przedstawić jej istotny stan rzeczy, jako to anglik obiecywał jej powrót li tylko by ją na razie uspokoić, nie myśląc wcale z nią się żenić; jako to «złem było i nieprzyzwoitem» roszczenie przez Lispeth pretensji do wyjścia za mąż za anglika, z innej przecie niż ona ulepionego gliny, zaręczonego z dziewczęciem równem sobie. Wszystko to nie trafiało do przekonania Lispeth! Wszak mówił jej, że ją kocha, a czyż żona kapelana własnemi usty nie zapewniała jej, że wróci.
— Jakżeby nieprawdą być mogło to, coście oboje mówili? — pytała Lispeth.
— Mówiliśmy to, by cię uspokoić — odrzekła żona kapelana.
— Kłamaliście zatem oboje! — wołała Lispeth.