Strona:Rudyard Kipling - Księga dżungli (1931).djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Stopy, które nie czynią szelestu, —
oczy, które potrafią przeniknąć ciemność, —
uszy, które zdolne są przechwycić tchnienie wiatru powstającego, —
białe i ostre zębce, —
oto przymioty, które cechują naszych braci,
z wyjątkiem znienawidzonego przez nas szakala Tabaqui
i równie znienawidzonej hieny.
Atoli Mowgli, jako że był szczenięciem ludzkiem, musiał uczyć się znacznie więcej. Czarna Pantera Bagheera nieraz skradała się nieobaczkiem przez puszczę, by podpatrzeć, jakie postępy czyni jej pupilek, i oparłszy głowę o pień drzewa, mruczała z zadowoleniem, gdy Mowgli wygłaszał zadane lekcje wobec Baloo. Chłopak umiał równie dobrze wspinać się po drzewach, jak pływać, a pływał równie dobrze, jak biegał. Przeto Nauczyciel Prawa, Baloo, uczył go wszelkich przepisów zarówno leśnych jak i wodnych. Uczył go więc, jak odróżnić gałąź zdrową od spróchniałej, — jak przemawiać grzecznie do dzikich pszczół, na wypadek, gdyby zdarzyło mu się zetknąć z ich rojem na wysokości pięćdziesięciu stóp ponad ziemią, — jak odzywać się do nietoperza Manga, gdyby zdarzyło się przerwać jego drzemkę południową wśród gałęzi, — i jak ostrzegać śpiące w kałużach węże wodne, zanimby dał nurka wgłąb wody. Żadne z Plemion Dżungli nie lubi, by mu zakłócać spokój, i każde z nich jest nader skłonne do tego, by sprawić tęgą wcierę dokucznikowi.