Przejdź do zawartości

Strona:Rudyard Kipling - Druga księga dżungli.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

 „Wszystko mi jedno“, odparł Mowgli. „Wygrzeb głęboką jamę. Gdy się zbudzimy, wyjmę go i odstawię na miejsce“.

............................................

 W dwie noce potem, gdy Biały Cobra leżał w ciemnościach jaskini, w smutku pogrążony, pohańbiony, obrabowany i samotny — wfrunął klejnotami lśniący ankus przez otwór w murze i padł na dno złotemi monetami wysłane.
 „Ojcze okularników“, zawołał Mowgli (który stanął przezornie poza murem), „wybierz sobie kogoś silnego i młodego ze swej gromady do pilnowania Skarbu króla, aby żaden człowiek nie wyszedł żywy z twej jaskini“.
 „Ah-ha! więc on powraca? Mówiłem, że to Śmierć. Dziw mi, że ty jeszcze żyjesz“, zasyczał słabym głosem stary Cobra i owinął się o ankus pieszczotliwie.
 „Na wołu, który mnie okupił, nie zdołam ci tego wytłomaczyć. Ta rzecz popełniła sześć zabójstw w przeciągu jednej nocy. Nie wypuszczaj jej nigdy z jaskini!“

Ilustracja — Wąż owinięty wokół ankusa, obok rozrzucone ludzkie kości.