Strona:Romuald Minkiewicz - U wiecznych wrót tęsknicy.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


»Już biegną w stronę drzwi gromadą...
Zaparte wrota. Nadaremno.
Wracają znów na scenę — noc:
szukają wyjścia w noc tę ciemną; —
żelaznych wrót żelazna moc!

Ku innej stronie znów się rzucą
i bieżą, gonią i znów wrócą,
szukając wyjścia w Noc tę ciemną
daremno, zawdy nadaremno«.

(Wyzwolenie).

Rozumiecie, dlaczego, gdy Konrad w walce z Genjuszem — Harpją narodu niebacznie w zapędzie gasi pochodnię, sztuka i rola Konrada skończone być muszą?
Bo ten, kto duszę »wyzwolił«, kto myślą dorósł, i duchem w strop wiekuisty sięgnął, pochodni zgasić nie może. Wytrwać musi do końca, boć właśnie jest tym, który

»sam sobie stwarza wolność i niewolę«,

i gdy raz wolność osiągnął, na niewolę skazać siebie nie będzie w stanie.
Gdyś sam »duszę wolną« wybrał ze »skrzyni tajemnicy« Pandory, spotkanej »u wiecznych wrót tęsknicy«,

»pójść tam musisz, — gdzie się pali
płomień dla twego ducha,
gdzie ciało lżyli i stargali
że schnie jak prątka krucha;
chociaż się dusza męce żali,