Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana I.djvu/76

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.




Od dnia tego siostry widywały się stale. Nie minął tydzień, by się nie zetknęły. Sylwja przybywała wieczorem po Anetkę, rzadziej zaś Anetka do niej chodziła. Milcząco porozumiały się, by oszczędzić Anetce spotkania przyjaciela siostry. Wybrały dzień na śniadanie wspólne w mleczarni, pozatem zaś wyznaczały sobie schadzki gdzieindziej, w mieście. Radowały obie owe wizyty, które weszły w zwyczaj. W dniach, gdy się nie widziały, Anetki nie mogła wyciągnąć na słowo ciotka, zaś Sylwja dręczyła, jak szatan, swego przyjaciela. To jedynie skracało czas, że obie obmyślały, co sobie powiedzą. Ale i ta metoda okazała się zawodną i Anetka nigdy nie była szczęśliwszą, niż kiedy pewnego dnia, już po dziesiątej, do bramy zadzwoniła Sylwja, mówiąc, że przyszła ją pocałować, niezdolna doczekać jutra. Pragnęła ją zatrzymać, ale dziewczyna, nie mająca, jak przysięgała, więcej nad pięć minut czasu, wybiegła pędem, po godzinnem paplaniu bez odetchnienia.

64