Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana I.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Anetka otarła oczy i spróbowała się uśmiechnąć.
— Nie, zaręczam ci... Trochę mi było przykro, przyznaję... głupia byłam! Ale już wszystko skończone! Cieszę się, że on cię kocha!
Sylwja podskoczyła, uderzyła w ręce ze złością i zawołała:
— A więc przez niego! Otóż wiedz, że ja go wcale nie kocham, nie kocham tego bydlaka!
— Kochasz go!
— Nie, nie, nie!
Sylwja skakała po drodze.
— Bawiło mnie wodzić go za nos, robiłam sobie zeń żarty, ale jest mi niczem, niczem w porównaniu z tobą... Ach, pocałunki wszystkich mężczyzn nie warte jednej łzy twojej...
Anetka zadrżała ze szczęścia:
— Czyż to prawda? — spytała.
Sylwja rzuciła jej się w ramiona.
Gdy się nieco uspokoiły, Sylwja powiedziała Anetce:
— Przyznaj teraz, że i ty go kochałaś!
— I ty? A widzisz, Sylwjo, sama przyznajesz, żeś go kochała!
— Nie, przysięgam, zabraniam ci... nie chcę o tem słyszeć słowa! Rzecz skończona i basta.
— Skończona! — powtórzyła Anetka.

112