Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana I.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


z tobą działo? Włosy roztargane na policzkach. A tu, cóż to masz na czole? Anetko, tyś upadła!
Anetka milczała. Stała bezwładnie, z ustami na ramieniu Sylwji i płakała. Sylwja posadziła ją przy sobie na wzgórku, przy drodze. Księżyc przekroczywszy wreszcie zaporę gór, oświecił skaleczoną w czoło Anetkę, którą Sylwja okrywała pocałunkami.
— Powiedz mi, coś robiła? Powiedz, co się stało? Skarbie mój, mała moja, zaniepokoiłam się o ciebie, nie zastawszy nikogo w pokoju twym. Szukałam wszędzie i szukam cię od godziny. Czułam się tak nieszczęśliwą i bałam się strasznie... powiedzieć nie mogę, jak się bałam! Czemuż wyszłaś, czemuś uciekła?
Anetka nie chciała odpowiadać.
— Nie wiem — szepnęła po chwili — czułam się nieswojo, przeto chciałam... przejść się... odetchnąć...
— Nie, nie mówisz prawdy! Anetko, wyznaj wszystko! — pochyliła się nad nią i spytała ciszej: — Powiedz, może to przez niego... przez tego...
Anetka przerwała:
— O, nie, nie!
Ale Sylwja nalegała:
— Nie kłam! Powiedz prawdę, powiedz swej siostrzyczce... prawda, że to z jego powodu?

111