Strona:Respha.pdf/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Właśnie że niema.
— To czemu nie pójdziesz do Kasi pośpiewać?
— Poszłabym. A pan?
— Nie zamykajcie drzwi, to ja posłucham. — Klasnęła w ręce i pobiegła.
Drzwi zostały otworem. Stanąłem w framudze ich.
I już wtedy szło do mnie skądcić jakieś rozradowanie nadzwyczajne, nieznane, pewność, że się zbliża coś dobrego, upragnionego. I już wtedy czułem jak przybywa wkoło mnie przestrzeni wolnej i czystej. Pierś inaczej zaczęła oddychać.
A w kuchni słodki, dziewczęcy głos na monotonnie smętną nutę zawodził: — „Płaczcie anieli, płaczcie duchy święte...“
Nigdy nie słyszałem tej pieśni, w której wszystko co jest na świecie lub co ludzie wymarzyli — od kamieni i zwierza dzikiego do aniołów — płacze i wyrzeka, zasmucone śmiercią Pana Jezusa.
I czułem prawdziwie, jak dusza mi się otwiera przed łzami, spadającem i zkądciś zwysoka, a tak gorącemi, iż jedna chwila — i oto śladu nie ma po tych zwałach lodowych, które tylko co piętrzyły się wkoło mnie. I dzwon szklany roz-