Strona:Respha.pdf/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


bity — i jakiś górny powiew rwie wolnem przestworzem. Ale i coś ważniejszego jeszcze, nieskończenie dla mnie ważnego się stało...
Oto z nieprzepartą pewnością uczułem, iż nietylko żadnej między nami trojgiem niema przegrody, ale że my — jedno... Tak, ta Kasia, która w złem miejscu została by pacierzem osłaniać ginące dusze — i ukradkiem, przy ogarku świecy, swym fałszywym głosem wyśpiewuje w nabożnej pieśni swe tęskne ukochania, — i to zaprzedane wiedźmie, pełne wdzięku dziecko, co „gdy niema starej“ słodkim głosem zawodzi czyste melodje, zasłyszane w domu — i ja, dręczony samotnią duszy — my jedno. I do tego by poczuć się jednem nie potrzeba słów, nie potrzeba zbliżenia — nic, dość ot tak — zasłuchać się razem w lecący górą płacz aniołów...
Wtem dzwonek się rozległ. Śpiew umilkł. Dziewczyna pędem przybiegła...
— To stara wraca, — szepnąła zamykając za sobą drzwi.
Boże mój, co mogłem jej powiedzieć — memu małemu, czarnemu berecikowi — i jak dziękować za radość i łaskę, którą mi uczyniła. Ująłem jej dłoń — malutką, białą, nienauczoną pracy — i ucałowałem nic nie mówiąc.