Strona:Respha.pdf/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ale cisza była w jej łonie, tylko z ciszy tej jak opar się podnosiła i zasnuwała ją całą — coraz gęstsza, z dnia na dzień silniejsza tęsknota...
Szły lata — i ludzie, patrząc na chłopa, z politowaniem kiwali głowami: „Biedak, żonę ma warjatkę“. Bo nieswoja taka jakaś się stała, tak cała uszła w tę swoją tęsknotę, w sobie się zamknęła i tak nieochotnie i czasem nie do rzeczy odpowiadała... Więc myślano, że złe słabą jej głowinę obłąkało.
Chłopu bardzo jej żal było — i za nic najmniejszego nie czynił jej wyrzutu, choć widział, że i robota już jej się nie sporzy. Pewnego dnia do domu wróciwszy zastał ją przy kołysce, w której na posłaniu z siana klocek dębowy z gruba ociosany ułożyła i z dziecinnem na twarzy uradowaniem kołysała to drewniane dziecko. I wtedy nic jej nie rzekł.
Tylko usiadł gdzieś w kącie i twarz dłonią przysłonił, a choć chłop był twardy, spracowany, do czułości nieskłonny — coś mokrego między palcami mu się sączyło...
Teraz ona miała swą jedną zawsze rozrywkę, z niego zaś ludzie się śmieli. „Lepiej sprałbyś babę, a do roboty ją napędził, — mówiono — niż pozwalać jej na taką warjacką i nawet grzeszną zabawę“.
On na to ręką machał i słowem jej nie przymówił.