Strona:Respha.pdf/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


będzie żył na ziemi, nie będziesz umocniony ty i królestwo twoje!
A syn własną piersią osłania przed włócznią ojcowską tego, z którym spoił się duszą. I Michol — krew saulowa — oknem wypuszcza Dawida, kłamiąc jego chorobę. Wszyscy i wszystko go osłania, ludzie i rzeczy, swoi i obcy, ubodzy i możni, kapłani i książęta, milczące puszcze i dzikie skały — wszędzie znajdował schronienie, chleb i miłe przyjęcie.
Zaczął się dziki pościg, w ciągu którego los jakby za boki się ujął i pękał z śmiechu urągliwego. Oślepły widzącego gonił! Połą swego szczęścia okryty, nietykalny, nieuchwytny umykał Dawid, wyślizgiwał się z rąk, znikał by ukazać się w innem miejscu.
Był sam i bezbronny. Za zbrojnym Saulem ciągnął huf trzytysiączny — i Dawid nie dawał się ująć a Saul w ręce mu w padał i dwukrotnie miał od wroga żywot darowany.
Umarł ci już Samuel. Ale to tylko starcze ciało umarło, duch zaś w chmurę na niebie saulowym stężałą ugniatał go wciąż swą czernią posępną.
Zmęczyła się dusza Saula, zmęczyła już bardzo i taką gorzkością zaszła, której nic osłodzić nie może — jedna śmierć. Widział ją nad sobą — wszechlitosną i czuł, że dziwne zagadki jego życia ona mu rozwikła i jad ich gorzki ustam i swemi zbierze.