Strona:Respha.pdf/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


nie przyniósłszy ofiary Panu, tę zaś sprawować miał starzec. Każda chwila zwłoki o losach bitwy rozstrzygnąć mogła. Wił się Saul z bólu niecierpliwości i gryzł swe ręce, skarane bezczynnością w takim momencie, gdy ziemia się pod nim paliła i wszystko nagliło, lud bowiem w podmuchach trwogi już chwiać się poczynał. Wielu się już rozbieżało. Minął w reszcie termin przez starca w skazany. Nie przyszedł. W nieobecności jego upatrując zezwolenie dla siebie Saul odwiecznym ludu zwyczajem, aby ubłagać twarz Pańską ofiarował sam całopalenie Bogu.
A w tedy jak burzą odęta chmura, czarny i posępny stanął przed nim starzec.
— Głupioś uczynił! Bo byłby Pan teraz królestwo twoje utwierdził na wieki, — rzekł, lecz skoro przykazanie Pana Boga twego przestąpiłeś, przeto znalazł sobie Pan innego męża według serca swego — i ten będzie wodzem ludu jego, godniejszy od ciebie.
Mogły się bary ugiąć pod takim kamieniem a rozum ogłupieć. Nie o siebie, ani o utwierdzenie swego królestwa troszczył się owej chwili Saul, lecz o wybawienie ludu, a toż miało by być Panu nie miłe! Ale nie wiedział Saul, gdzie Samuel gdzie Bóg — i brał ich za jedno. Więc słowo Samuela załopotało nad nim jakimś beznadziejnym wyrokiem — bo gdzież mu podejmować walkę z Panem...