Strona:Respha.pdf/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Uczuł głuchą rozpacz. Ale słońce wschodzące nad Machmas ukazało mu zastępy napastników. Wróg warczał a lud błagał ratunku. Tu było prawo i obowiązek Saulowy, z którego Samuel uwolnić go nie mógł:
— Precz, widmo! — zawołał król za odchodzącym złowrogim prorokiem i począł liczyć swój lud, a ledwie było przy nim sześciu set mężów. Ale między nimi krew jego, lwię młode, Jonatan — jeden za tysiące. Ten z wyrostkiem co za nim broń nosił, poraził straż Filistyńską i popłoch rzucił na całe zastępy. Dzień zagasł w purpurowej zorzy nowego zwycięztwa...
A tego dnia złożył Saul dowód, że zakonu sobie nie lekceważył jak go o to Samuel obwiniał.
I co najmilsze oddać był gotów Panu. Bo gdy lud cały uszanował zakaz Saulowy kosztowania jadła póki pomsta nad nieprzyjaciółmi się nie dopełni i tylko Jonatan w nieświadomości zgrzeszył, nie wahał się ojciec jego wypełnić swe słowo śmiercią grożące występnym.
— Śmiercią umrzesz Jonatanie, — rzekł temu, co był mu jak prawa ręka i miły jak własna dusza.
Ale lud, który czasem niemylnie wyczuwa istnienie praw, nie objętych przepisami lecz w słuszności swej głosem serca potwierdzonych, nie ze-