Strona:Respha.pdf/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


„Chodzenie przed ludem“ wysoko pojmowała z pragnień osobistych jedno tylko całą duszą pieścił — pragnienie dziedzicznego przekazania królestwa synowi.
A nić tego pragnienia była w wyschłej dłoni Samuela. I sędzia ludu snuł kiedyś nić podobną dla swoich synów. Los mu ją urwał. Teraz zdawało się, że Samuel czeka tylko chwili by urwać nić Saulową.
Odszedł w swe zacisza, lecz czuwał. Z ubocza śledził każdy krok Saula, każdy czyn jego skrupulatnie ważył na wadze surowej formalistyki zakonu, pewny niemal, że król do żywiołu podobny prędzej czy później uwikła się w siatce nakazów formalnych.
I tak stało się.
Syn chłopski od ziemi wzięty, w której wszystko pnie się do życia i stawania się, nie mógł się nauczyć, by czyn podporządkowywać obrzędowi.
W trzydzieści tysięcy wozów i sześć tysięcy jezdnych i innego ludu „jako piasku, który jest na brzegu morskim“ nadciągnęli Filistynowie i położyli się obozem w Machmas. Padła trwoga na lud. Wielu pokryło się w jaskiniach i śród skał, w obronnych miejscach i wieżach. W Galgal, dokąd zbiegł się za nim lud wylękniony, czekał Saul na Samuela dni siedm. Bowiem nie należało przystąpić do walki