Strona:Respha.pdf/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— O miły mój, zawołała — ja ci za te słowa dłonie i nogi całować będę.
I rączo pobiegła. Słychać było spór jej z temi co go szukali a wierzyć nie chcieli by tu go nie było.
— Samuel i lud nakazuje — wołano, by Saul przyszedł na górę Micpa. Znaleźć go tedy musimy.
— A czy przyniewolicie go, gdy iść nie zechce? — zawołała hardo, wejście sobą zastawiając.
— Zaprawdę — odpowiedzieli wysłańcy — kazano nam prosić go uprzejmie, ale gdyby się krył i odmawiał, mamy wziąć go.
I wtłoczyli się do izby.
Poszedł z nimi chmurny.
Do okna izdebki zaglądały lilje w bieli, na której oschły już krople rosy, zato oczy Resphy zaszły rosą łez. Opadły płatki z białej lilji ich szczęścia.

III.

W ludzie wieśniaczym, w gromadzie polnej co z ziemią, jak z kim żywym przestaje, jest coś z ziemi, założenie w głębinach pokładów, których nie domyśla się oko, sił, które trącić tylko trzeba, by poczęły się prężyć, pełne świeżych, niespodzianych pierwiastków. Syn chłopski, o którym nic nadto powiedzieć nie było można, że jest urodziwy i głową wyższy nad wszystek lud, wyniesiony na tron — a mimo