Strona:Respha.pdf/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ców, że blizcy są dzieciom. Niedobrze. I te i tamci bliziuchno są Boga.
Było śród tych rycin kilka, do których wracałem nieustannie a między temi właśnie obrazek, gdy to Lewita prowadzi po wzgórzu nad Gabaa oślicę z zwłokam i swej żony. Dręczył mnie ten obrazek chyba dłużej, niż połowę mego życia.

Wikłałem się bowiem w pojęciach grzechu i kary. Grzech — mówiłem — jest to odstąpienie od Boga, a łzy, żal, pokuta to powrót do niego. Ale gdzież tu miejsce na karę? Bo pokuta choćby najostrzejsza, najcięższa nie jest karą, owszem — jako powrót do Boga, radością. Jeśli uznamy zasadę słuszności i potrzeby kar bądź boskich, bądź ludzkich, przypatrzmy się co z tego wynika. Oto żona Lewity zgrzeszyła; śmierć sromotna była jej karą[1]. Ale ta

  1. Tu w nawiasie coś wtrącić muszę. Według Pisma św. Lewita w domu efraimczyka w Gabaa postąpił haniebnie, sam bowiem wywiódł do zgraji łotrowskiej swą żonę; w języku zaś hebrajskim — jak mówi komentarz — użyte jest nawet słowo przemocą; czyli-że ona się opierała, on zaś przymusił ją by wyszła do napastników. Odrażający ten fakt znajduje się jednak w tak wielkiej sprzeczności zarówno z pierwszą częścią tego opowiadania, gdzie gra tęsknota Lewity za żoną, słyszy się radość jego z odzyskania jej, jak i z końcem — gdy widzimy go w gniewie przywołującego na złoczyńców pomstę całego Izraela, że czułem się uprawniony tę rzecz w swojej opowieści inaczej wystawić.