Strona:Respha.pdf/240

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nim, śród kamiennych złomów, biała ku domowi wiodąca drożyna i dom ten w górze zobaczył i bluszczowe oplecenia jego i drzwi uchylone, rzeźkie uczuł nogi. W chwil kilka był na progu swoim.
W szedł do izby. Pusta.
Zawołał. Nikt się nie odezwał.
Przed sień wyszedł i powtórzył wołanie:
— Orfo!
Zajrzał za węgieł ściany. Pod murem skulona, z głową opuszczoną siedziała Hagita. Nie miała dla niego słowa powitania; coś niewyraźnego szepleniła do siebie.
— Gdzie ona? — z trwogą w głosie zawołał. Stara podniosła się z trudem i dłoń jego w milczeniu ująwszy, powiodła go do progu domu. Przy kamiennym stopniu przystanąwszy, czegoś na ziemi upatrywała, a dostrzegłszy na piasku ślad drobnej stopy tak wyraźny, że i paluszki w nim się wyżłobiły — wskazała go Lewicie.
— Oto wszystko panie, co ci po niej zostało — rzekła.
Milczał i patrzał na nią.
— Dziś o południu żona twoja opuściła ten dom by do Betlehem Juda powrócić, do domu ojca swego — i przed oczy ci nie wróci już nigdy.
Podniósł Lewita dłoń do czoła, jakby cień jakiś z przed oczu spędzając: