Strona:Respha.pdf/220

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zmierną na chwiejny płomyk lampki, gdy naraz z cieniów cicho się wysunęła, sam a jak czarny cień zgęstniały, i przy łóżku moim, u głów, stanęła Mucha. Łeb miała opuszczony i cała jakoś taka opadła, bezsilna i jak noc smutna. Drżałem — a gdy podniosła na mnie oczy, taki wściekły ból mną zatargał, żem na głos krzyknął: „Mucho“! I co prądzej uniosłem kołdrą, ułożyłem twoją matkę w jej zwykłym kąciku, nakryłem — i usłyszałem jej długie westchnienie — ulgi, bezpieczeństwa, wdzięczności, któż wypowie — czego... Tam, w nogach moich, wydała ostatnie szczenią, czarne, z białym pod szyją gorsecikiem i łatką białą na nóżce — i tego jej nie zabrano.
Tak to matka twoja, Neptusiu, wyprosiła twoje życie...
Gdy pomyślę jakie gammy, jakie falowania subtelne i delikatne przelewają się w uczuciowem wnętrzu tych duszy czek — i ile ja im zawdzięczam!...
Czytałem w pewnem czasopiśmie — przykro mi powiedzieć, że polskiem i w dodatku naukowem — mniej wiącej tyle: „Gdyby zwierzęta posiadały rozum, poznawałyby byty niematerjalne, mianowicie Bóstwo, dobro i zło etyczne, prawo i obowiązek, cnotą i występek a tym samym miałyby religję i moralność. Zwierzętom brakuje tego wszystkiego“. A dalej: „Zwierzęta nie mówią, bo im brak pojąć“. A dalej: „Zwierzą nie jest zdolne do po-