Strona:Respha.pdf/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Co było — być musiało i tak jest dobrze. — Dotknę się jeszcze pewnych konsekwencji niemocy czynu w mojem życiu wewnętrznem i pracy literackiej.
Nieraz dawniej stawiałem sobie pytanie, co w arta jest moja dobroć — gdy nie ma czynu i naturalnie odpowiadałem sobie: nic, a z tej odpowiedzi wypływała wątpliwość, czy wogóle jest we mnie co dobrego. Owa dziewczyna, słowa której powtórzyłem, zapewniała mnie, że jestem dobry, ale wcale nie upewniła. Czy jest czynem dawać siebie? To nic zgoła nie kosztuje. Dając siebie, robią to w warunkach zupełnej, nawet z zyskiem kompensaty. Bo w tej samej chwili coś chłonę w siebie i rozrastam się większy niż byłem. Jeśli co dałem owej dziewczynie, to wziąłem w zamian daleko więcej. Wątpliwe jednak czy co dałem, czy może byłem wobec niej tylko żywiołem, który nic nie daje, poprostu — rozlewa się, a wtedy bierz go ile chcesz — jeśli chcesz, bo nigdy go nie ubędzie. —
Powiedziawszy sobie, że pytanie — czy jestem dobry — rozwiązane w sobie samym być nie może a przeto jest dla mnie martwe, poniechałem je zupełnie. Ale patrzałem pilnie, jak dobroć ujawnia się w innych. I nasunął mi się razu jednego człowiek, którego tu opisać czuję jakąś potrzebę.
Była to niemłoda już posługaczka, żona bardzo nędznego pijanicy, którego występki odezwały się