Strona:Respha.pdf/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


że z tej jamy, z jej najciemniejszej czeluści nikt mnie nie wyprowadził, wyszedłem z niej sam, powoli, nauczywszy się po trochu pracować. Mówiąc sam, nie mam wcale na myśli, że nie spotykałem ludzi uczynnych, z wyciągniętą do pomocy ręką. Owszem, lecz żeby pomoc mogła być istotną potrzeba było, by miała się o co we mnie zahaczyć, o rozbudzony pierwiastek czynny. I wpierw, w najcięższych latach byli ludzie, którzy mną się interesowali i ratować chcieli, ale ja im w tem nie pomagałem. —
Tu, naturalnie, każdy wychowawca uczyni uwagę, że skoro człowiek mógł już w późniejszym wieku czegoś się nauczyć i jakieś z siebie wydobyć pierwiastki, to można było ułatwić mu to wychowaniem — że więc cała spraw a sprowadza się do braków wychowania. Praw da, że chłopiec wcześnie wdrożony do pracy i dawania sobie rady, później mniej by cierpiał, że powinien być wciągany do gier towarzyskich i tańca, do gimnastyki na świeżem powietrzu, że z dziewczynkami powinien się zapoznawać nie przez parkan, lecz na otwartym terenie rówieśnym i patrzeć na nie nie przez wczesny opar rozmarzenia, lecz jak na przyszłe towarzyszki pracy i bojów. Tak, ale nastręczającą mi się tu uw agę zachowuję dla siebie, powiem tylko, że do nikogo nie mam pretensji, niczego nie żałuję, strumienia swego cofać i inne my wytknąć łożysko — nie chciałbym.