Strona:Respha.pdf/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ci szedł w niesmak gdyś odbił przyjacielowi kochankę, lub cudzą żonę skłonił do rozwodu. Nie mogę ci się już narzucić na żonę, ale za to nie potrzebuję udawać zalet, których nie miałam jako panna i nie nabrałabym po zamążpójściu. Zyskałam najświętsze prawo człowieka do szczerości. Wolno mi kochać kogo chcę. I oto patrz. Widzisz tam w zaułku ciemną postać? To najobrzydliwszy twór, jaki ziemia wydała — alfons. Jemu oddałam serce. Bo on ma — jak i ja dziś — szczerość występku, gdy wy jesteście występnymi komedjantami. My chodzimy, obnażywszy dusze, wam został najhaniebniejszy strój — obłuda.“
Pochylić głowy przed tą szczerością. I pamiętajmy, że ta biedna — której żywot jest falą tłukącą się od kamienia do kamienia, od cyrkułu do kozy, do szpitala, do szynku, do czkawki pijanego gościa, do razów kochanka — spala się żywą ofiarą na ołtarzu nietykalności ducha kobiety.
Jeszcze w jednej postaci przełamała się we mnie kobieta, pomagając mi do rozpięcia jednej z najczarowniejszych złud — twórczej. Tu jednak muszę pogłębić nieco to, o czem mówiłem w „Złudzie i Rzeczywistości.
Jeśli pomyślę twórczość jako atrybut Boga, który jest Dobrem, i widzę w tkwiących w nas cząstkach dobra pierwiastki czynne, to wnioskuję,