Strona:Respha.pdf/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


nie pozwala i mówię jej: „Mamo, ja się tem u nie oprę“. Za życia wszystko mi przebaczała i teraz przebacza, chociaż nieraz ranię jej serce, godząc w zasadę. Spieramy się, godzimy i płyniemy wciąż niepodzielnie jednym strumieniem — bez najmniejszej potrzeby uciekania się do praktyk spirytystycznych.

Pierwszy mój drukowany obrazek — przepraszam za odskok, będą się wciąż powtarzały, gdyż idzie mi, jak powiedziałem, nie o życiorys lecz wykrycie i zbadanie w samym sobie dróg powstawania myśli — nosił tytuł: „Niu“[1] i odtwarzał w rażenia i odczucia dziecka, w którym wciąż żyje i odzywa się wspomnienie łączności fizycznej z matką z czasu, gdy w jej łonie było z nią jedno. Nieraz gdy patrzycie, jak dziecko wtula się w matkę, ona zaś chłonie go w jakimś szczególnie namiętnym uścisku, bezwątpienia uczyniliście sobie uwagę, że te dwa oderwane od siebie ciała długo potem czują jeszcze swą dawną jedność fizyczną. Lubo obrazek ten pisałem nie ze wspomnień swego dzieciństwa, lecz

  1. Nikły ten utwór przesłałem p. Aleksandrowi Świętochowskiemu. Zwrócił mi go z uwagą, że jest to coś niedokończonego, urywek raczej z większej całości. — Wydrukowała go „Gazeta Lubelska“ w roku 1886 czy 1887. Podpisałem go pseudonimem Henryk Równia. Obrazek ten się nie zachował.