Strona:Respha.pdf/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


z biegiem lat, wyrobiło się we m nie zupełnie wyraźne poczucie ciągłości powszechnego istnienia, łączności zgoła wyczuwalnej z temi co pomarli, co przyjdą i z całą przyrodą, to już w dzieciństwie więź jakaś nierozerwana, spajająca trzy istnienia — ojca, — którego w wspomnieniu bardzo tkliwie kochałem, matki i moje — narzucała mi się niezmiernie żywo. Gdy przed kilku laty umarła mi matka w bardzo późnym wieku, który na schyłku życia zaćmił jej i wzrok i władze umysłu, śmierć jej w znaczeniu straty prawie mnie nie dotknęła. Trwanie jej — nieoderwane od mego — czuję. Wyznam, iż spirytyzm budził zawsze we mnie i dziś budzi głęboką odrazę umysłową. Nigdy też matki swojej nie wystawiam sobie jako ducha, nie obcuję z nią jak z duchem, nie wywołuję jej, nie wydaje mi się bym słyszał jej głos. Obcuję z nią jak z samym sobą, rozmawiam, pytam się, proszę o zdanie, proszę by rozważyła moją pracę, moje postępki i myśli i słucham jej uwag z tem większym szacunkiem, że miała nieskazitelnie piękne zasady i podług nich postępowała, ja zaś nigdy żadnych zasad nie miałem i chcąc sobie uprzytomnić co to jest „postępowanie podług zasad“ — muszę o to zapytywać jej. I gdy ona strofuje mnie, że coś — ze względu na zasadę — jest niedobre, ja otwieram jej głąb swojej duszy i pokazuję zamiast zasady nakaz, który inaczej postąpić mi