Strona:Respha.pdf/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


praszając nic, ot — poprostu dlatego, że słodko jest ustami, czy sercem przylgnąć do skraju choć szaty Dobrego.
Uczyńmy tak i nie martwmy się o cień śmierci. I za życia oczy widzące, mogą nie widzieć, przymknięte zaś śmiercią — widzą. — Widzenie, nie do oczów tylko jest przywiązane.
Mówił Tołstoj, nie pamiętam dobrze gdzie, zdaje się w jakimś liście, o sobie, że w życiu jego były trzy okresy: młodzieńczy — w którym niepohamowanie cieszył się osobistą radością życia, następny — kiedy zaprzątały go sprawy i służba społeczna — i ostatni kiedy wszystkie myśli jego rwały się ku Bogu i rzeczom duchowym. Sądzić by można, że żywot ludzkości nie innym biegnie torem. — Po okresach indywidualizmu i dzisiejszego budownictwa społecznego, nastąpi bezwątpienia budownictwo duchowe, kiedy nie będzie głodnych chleba i nie odzianych, łaknienie zaś Boga stanie się natomiast powszechnem. I wtedy, coraz bardziej przejrzyste opadną zasłony; myśl boska i oblicze Jego wyłonią się w całej swej prostocie i jasności — i zapewne wielu powie: „Widzieliśmy Go, dotykaliśmy się, głos Jego słyszeli i nie wiedzieliśmy, że to On“.
Czy to bardzo daleka chwila, czy dzielą nas od niej tysiącolecia powolnych przeobrażeń? Jeśli pomyśleć, że człowiek dziś jeszcze z wszystkich