Strona:Respha.pdf/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


i stula w jedno — wszystko, od kopuły nieba do drzewa, do szumów leśnych, marzeń zaklętych w marmury lub muzykę, do wiośnianej krasy ludzi...
Pomyślmy trochę nad jednem, co może nas pocieszy, gdy martwimy się, że śmierć zamknie nasze oczy i nic już widzieć nie będziemy.
Byt i życie to nie jedno. W pojęciu bytu mieści się i wiecznotrwałość, ponieważ byt nie może się stać niebytem; gdy w pojęciu życia tkwi jego skończoność w śmierci. Co żyje, to i umiera. Jedyny byt, to Bóg. Gdy więc poza Nim właśnie jest ta ciemnia głucha, milcząca, której tak się boimy, gdzie powstają, błąkają się i giną rozwiewne mary bytów urojonych, — czemuż po byt nie idziemy do Boga? Milej by Mu to było. Bo zaprawdę bytu nikomu On nie skąpi, rozsiewa nieustannie siebie — a więc Byt — i potem idzie po każdą swoją okruszynę, po drobiny Dobra, zgubione w bryłach występku, kału, błota. Rozrzuca Siebie i zbiera Siebie z drobin. I już każda drobina tak a ma byt wieczny. Daje go i tym, którzy Go nie widzą. Bo On widzi ich serca. Ale choć Bóg sam nas szuka i odpaść od Niego nie możemy, jeśli jedną bodajby cząsteczką w Nim tkwimy, — może, powiadam, milej by Mu było, gdyby nie zawsze szukać miał, gdybyśmy Mu czasem sami serca nasze ponieśli, nie targując się o byt, nie wy-