Strona:Respha.pdf/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Otóż pamiętam, że patrzałem na niebo. Było czyste i głębokie. W szelka głębia chłonie naszą myśl, czy też myśl ma dar w siąkania w głębię, z wszystkich zaś widomych, jedno niebo, głąb bezdenna, tchnie bezpośrednio nieskończonością i chłonie myśl w bezkresy. Przypomniałem sobie, że gotyk naszych katedr jest uzmysłowieniem tego bezkresnego lotu i na myśl mi przyszły kopuły kościołów, o które obijają się modlitwy ludzi. Pomyślałem, że lubo bezkresne, jest to niebo dla oczu kopułą, ku której od tysięcy lat biją modlitwy ludzkie w słowach, westchnieniach, tęsknotach. — Gdy po raz pierwszy w świadomości człowieka wezbrała zgroza, lęk lub uwielbienie dla potęg przyrody, począł się modlić. Wszystko jedno, co wycisnęło pierwsze słowa modlitwy — chęć przebłagania kogoś. czy pozyskania sobie kogoś, czy dziękczynienie komuś, ważne jest, iż z chwilą gdy człowiek począł się modlić, posiadł prawdę — dziś już najstarszą na świecie, choć wciąż poszukiwaną — prawdę istnienia Boga. I odtąd nie mylił się. Czy czcił ogień, czy słońce, czy posąg — nie mylił się. Bo choć Bóg nie jest ogniem, ani słońcem, ale jest w jednem i drugiem; choć to — nie posąg, ale jest w akcie ludzkiej twórczości, odbija się w ludzkiej złudzie twórczej, a przedewszystkiem tkwi w potrzebie samej kultu, tkwi w marzeniu, bo sam wymarzył swój świat. — I czy tylko ludzkie modły biją o tę kopułę,