Strona:Respha.pdf/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


oczami krążenia soków w cale się nie trapię, podobnie jak tem, że w kształcie człowieka nie przegląda wątroba, kiszki, serce i nie unaocznia mi się przebieg procesów fizjologicznych. Przeciwnie, uważam za doskonałą i celową taką organizację oczu, która — nie wyłączając możności wzrokowego badania przedmiotów — bezpośredniego, czy drobnowidzowego, czy wielkowidzowego, czy przy pomocy jakichś odrębnych promieni — przystosowana jest do wytwarzania złud kształtów, to zaś daje nam możność rozpięcia nad całym widomym nam światem czarownej złudy piękna, w której — rozumiemy to z całą pewnością — odbija się Bóg i lubi się w niej odbijać, sam będąc pięknem. Istnienie zaś, o czem również jesteśmy upewnieni, widzenia osiągniętego drogą poznania, musi czynić nas ostrożnymi w twierdzeniu, że na tem koniec i już nie może istnieć żadne inne widzenie, nie objęte naszą świadomością i posiłkujące się nieznanym nam organem.
To powiedziawszy, wracam do pytania, jak wygląda Bóg? Gdy was ktoś zapytuje jak wygląda ta i ta osoba, co czynicie? Uprzytomniacie sobie w pamięci jej obraz, czyli analizujecie to wszystko, z czego powstał i w odpowiedzi na pytanie wyciągacie z rysów tych pewną syntezę. I ja tak postąpię. Przypomnę sobie na com patrzał, com widział i com myślał w chwili ujrzenia Boga i stąd musi powstać synteza Jego obrazu, jak przełamał się on w moich oczach i świadomości.