Strona:Respha.pdf/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


w sobie coś dobrego. Jeśli nie mam, jestem tylko rojeniem i w dodatku — szarem, bezbarwnem, uprzykrzonem i niepotrzebnem.
To co jest, nie może nie być i rzeczywistość nie może się stać nierzeczywistością. Bóg zatem nie może umrzeć i moja w nim tkwiąca cząstka jest nieśmiertelną; nie widzę zatem potrzeby frasować się co będzie ze mną po śmierci, gdy wiem, że to co jest jedyną istotną i rzeczywistą moją treścią nie może być zniszczone.
Rzeczywistość może być tylko jedną — i Bóg jest jeden i jednością — i my, spotykając się w dobrem, jesteśmy jedno. Wyczuć to, jest to posiąść prawdę równie prostą, jak słodką.
A złudy nasze? To widzenia, w których odbija się rzeczywistość. Mówimy, iż rozpinamy je naprzeciw słońc... Ależ tej poetycznej alegorji można dać nazwę konkretną — Bóg. On się w nich odbija. Mówimy, iż najcudniejszą jest złuda twórczości... Bo twórczość jest najwspanialszym z atrybutów Boga, że zaś nierozdzielnie się splata z najpłomienniejszemi i najbardziej malownemi — pięknem i miłością i splot ten odbija się w rojonej przez nas złudzie, — stąd więc tęczowość jej, i purpurowe blaski, czar upajający i wiecznie świeża wiosenność jej krasy... Martwić się, że to tylko marzenie? A któż wie, zaprawdę, czy cały świat nie jest — tylko marzeniem Boga!