Strona:Respha.pdf/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


warto być człowiekiem i takie śnić widzenia. Śnić. Bo nie co innego chrzci każde „dzieło“ jeno łza jego twórcy, łza nieziszczonego marzenia i nowej ku niepochwytnem u tęsknoty, a któryby nad „dziełem“ uniósł ręce w zachwycie i wołał: „otoś jest piękne, skończone, doskonałe“ — jużby młotkiem uderzał po zjawie.
Zkądże jednak ten wieczysty, uparty, nieuprzykrzony nawrót do złud, gdy złudami są tylko? To wspinanie się strąconych, setne razy zawiedzionych, rozżalonych? Bo, mimo wszystko, za temi złudami jest jakaś rzeczywistość. Czujemy ją i czujemy, że jakiś wzlot, jakiś chwyt rozpaczliwy, ostatni musi kiedyś zerwać zasłonę.
A gdyby bez targań — opadła? A może wcale jej niem a? Może prawdy nie widzimy dlatego tylko, że — jest prosta i od wieków stoi przed nam i? Boć dosyć pomyśleć Boga, jako dobro i jedyną rzeczywistość, by byt nasz przestał być zagadką i charakter rojeń naszych i złud jasnym się stał. Jeżeli Bóg jest dobrem — z wszelkiemi jego synonimami i dopełnieniami, jak piękno, miłość, cnota i t. d., których używamy dla określenia rzeczy jednej, lecz zbyt wielkiej by dała się zawrzeć w jednem słowie, o ile słowem tem nie będzie właśnie Bóg — i jedyną rzeczywistością, to i ja jestem rzeczywistością, gdy mam