Strona:Respha.pdf/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Każdy katechizm poucza, że Bóg jest w niebie i na każdem miejscu. Gdy jednak pierwszej części tego twierdzenia ani zmysłami, ani najlotniejszem marzeniem uchwycić i uprzytomnić sobie nie zdołamy, to — natomiast — wszechobecność Boga, byt jego rozlewny i przenikający wszędzie, gdzie tylko serca i myśli choćby odrobinę rozchylają się ku dobremu, — nie czuje chyba ten, kto nie chce. A iluż czuje, lecz waha się zaufać swym czuciom i nazwać je. — Sądziłbym zaś, że powinnością jest każdego jak najgłośniej mówić o tem, gdzie i kiedy wyczuł Boga.
Ja o sobie mogę mówić tem śmielej, że dusza moja jest kaleką, sądząc właśnie po wielkiej trudności, z jaką to wyczucie we mnie nastąpiło. Bo co znaczy wyczuć Boga? Znaczy przedewszystkiem — stać się i poczuć się lepszym. Otóż — czy można przypuścić, żeby odbicia boskiego nie było w takich przeczarownych złudach jak poezja, muzyka, sztuka? Jest — lecz w tem wszystkiem ja go zrazu wyczuć nie mogłem. Tak bezpośrednio, w pulsowaniu żywem, w takiem władnem narzuceniu się świadomości mojej, oczom, wzrokowi myśli, żeby się krzyk wydarł: „Widzę go żywego, gdyż sam zmartwychwstaję“... — tam go nie wyczułem. Może ułomności to był skutek, garbu jakiegoś na duszy — czy daltonizmu duchowego, czy chwila nie nadeszła — dość, że coś mi Go przesłaniało w rzeczach, z natury swojej boskich.