Strona:Rabindranath Tagore - Pieśni ofiarne.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


21.

Rankiem mi wietrzyk wyszeptał pobudką,
Że popłyniemy razem z Tobą łódką,
Jedno ja z Tobą — i już o tej zmowie
Żadna się dusza na ziemi nie dowie,
O tem pielgrzymstwie naszem w kraje słońca,
Ach, nie do brzegów — ale już bez końca.

Na tym bezbrzeżnym blasków oceanie
Ty będziesz słuchać z milczącym uśmiechem, —
A moje pieśni, jak światła wylanie,
Popłyną jednym miłości oddechem,
Wolne, jak fale, i wolne, jak skrzydła,
Wolne od ziemi i od słów wędzidła.

Więc chwila jeszcze ta nie przyszła złota?
Więc ciągle jeszcze tutaj ta robota?...
Oceanowy brzeg gaśnie w zamieci
Pyłów słonecznych, i zmierzch już zapada —
W stygnącem świetle pospieszna gromada
Morskiego ptactwa do gniazd swoich leci...