Strona:Rabindranath Tagore-Sadhana.djvu/240

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
242
R. TAGORE: SĀDHANĀ

naszej, tchnie pełnią radości. Czyż może być inaczej? Wszak przeniósł na nią mędrzec mistyczny (a z nim i nasz poeta) wszystką radość, jaka go ogarnia w poczuciu, że rozwiązał zagadkę wszechświata. Błogosławiona hipostaza, którą powtarza każdy wierzący, pod każdem niebem, w cokolwiek uwierzył. Szczęśliwy, kto — umie na niej poprzestać i nie domaga się żadnych wyjaśnień. Czuje spokój. „Et hoc intelligere quis hominum dabit homini? quis angelus angelo? quis angelus homini?“ (Aug. Conf. XIII, 38).
Tyle wlec krótko o Upaniszadach. A teraz parę uwag o stosunku, w jakim do nich zostaje Rabindranath Tagore. Czytelnik rzeczy nieświadom odniósł może z przeczytanej książki wrażenie, że autor jej naogół niewiele swojego powiedział. Wciąż się zasłania staremi księgami, jakgdyby rozwijał przed słuchaczami europejskimi wspólny indyjski pogląd na świat, złożony w tych Upaniszadach, na które się co chwila powoływa. Wrażenie bardzo błędne. Pogląd na świat, jaki R. Tagore roztoczył, jest niewątpliwie indyjski, ale indywidualny. Wykwitł na gruncie Upaniszadów i zrozumieć go bez nich niepodobna, ale