Strona:Rabindranath Tagore-Sadhana.djvu/229

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
231
OD TŁUMACZA

I te właśnie pomysły, sięgające głębin, ten rozmach ku szczytom, te błyskawice oślepiające na tle ciemnych widnokręgów pierwotnej umysłowości, te rzuty nagłe, podniebne, choć kule u nóg wiszą, one to sprawiają, że mimo cały swój zaczyn jałowy, Upaniszady są i pozostaną na zawsze jednym z najwspanialszych dokumentów ducha ludzkiego, mierzącego siły na zamiary, nie zamiar według sił. Cudowny kwiat paproci rozkwitły w mroku gąszczy i cierni. Tak brzmi sprawiedliwość, którą im oddać należy. Dziecinne to jeszcze dociekania, ale już podwaliny nieodrodne późniejszego gmachu ogromnej cywilizacji.
Cóż zaś mówią Upaniszady? Nauka ich ująć się da krótko, jest to nauka wszechjedności. Ale ażeby ją zrozumieć, dobrze będzie uprzytomnić sobie przedtem trzy punkty.
Pierwszy, to fakt, że pomysły Upaniszadów nie dadzą się zgrupować koło żadnej postaci historycznej, koło żadnego twórcy indywidualnego. Próby, jakie się w tym względzie przedsiębierze w nich samych, są najdowodniej późniejsze i naogół najwyrazmej nieuzasadnione. Nie tworzą zatem Upaniszady żadnego zwartego systemu. Są wyrazem gorączkowej,