Strona:Rabindranath Tagore-Sadhana.djvu/228

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
230
R. TAGORE: SĀDHANĀ

w moc zaklęć i w czarodziejską potęgę słowa. Filozofja — szamanów. Te pierwociny, te powijaki, te pęta, to wszystko dla twórców ówczesnych twarda rzeczywistość. Tłoczy ona i gniecie bojownika nowych widnokręgów brzemieniem, którego my dziś odczuć w przybliżeniu nie potrafimy. Dlatego tak łatwo go niedoceniamy, podkładając pod zdobyty w trudzie wyraz ciężkich zmagań dziś nam potoczną treść wytrawnych umysłów. Tak czynią zwłaszcza Niemcy i stąd przesadne zachwyty. Albo też przeceniamy. A wtedy w głowie się mieścić nie chce, ażeby obok tak wyraźnych śladów dziecinnej nieporadności mogły na serjo mieć istotną wartość ślady wysokich wzlotów. Mierzy się drugie skalą pierwszych. Wtedy rozszerza się sąd lekceważący na całość Upaniszadów. Tak skłonny jest czynić trzeźwy Anglosaksończyk. A przecie jest w Upaniszadach jedno i drugie, tylko nie oddzielnie, lecz splątane razem, jak chwast ze zbożem na jednym zagonie. To się one wikłają w dziedzictwie półdzikich przodków, to strzelają w górę, ku szczytom, sypiąc najgłębszemi myślami, które zkolei po nich wezmą w dziedzictwie potomne wieki, już otrząśnięte z naiwnych skojarzeń.