Strona:Rabindranath Tagore-Sadhana.djvu/227

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
229
OD TŁUMACZA

wadzimy wartość Upaniszadów do właściwej miary. Rozstrzyga o niej fakt, że Upaniszady powstawały na wiele wieków przed narodzeniem Chrystusa. Prawda, miał już za sobą duch indyjski drugie tyle wieków pracy umysłowej — ale jakiej? Pominąwszy pieśni wedyjskie — bo to wylewy liryczne — jedyną pracą były jałowe i niestrawne spekulacje rytualne, tem tylko chyba ciekawe, że stanowiły pierwociny ludu, obok Greków, najzdolniejszego w świecie. I to też prawda, że już te pierwociny duchowi indyjskiemu nie wystarczały, że się z nich starał otrząsnąć, że szukał wyjścia, aż we wspaniałym skoku — istotnie najśmielszym jaki znają dzieje — stanął na wyżynie, skąd się przed nim otwarły najdalsze perspektywy; ale wznieść się z niej swobodnym lotem nie zdołał. Wzniesie się później — pod niebiosy. Tymczasem cięży mu jeszcze kulą u nogi świeże dziedzictwo powijaków kultury. Pogląd na przyrodę zaledwie wyzwala się z pęt animizmu. Nauki ścisłe w najpierwszych zaczątkach. Psychologja, na której zagadnienia już się mędrcy ważą, spętana fizjologją dziecinną, rozbrajająco naiwną. A w dodatku bróżdżą jeszcze co krok wyobrażenia magji pierwotnej, wiara