Strona:Rabindranath Tagore-Poczta.djvu/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
Amal:
Fakirze, znasz ty króla? Mówią, że poczta do niego należy.
Ojczulek:
Od Pana naszego, przed bramą pałacu, otrzymuję codziennie grosz.
Amal:
Gdy wyzdrowieję, poproszę go, by mnie także obdarzył.
Ojczulek:
Z dobrego serca, nie czekając na twe prośby, sam cię wspomoże.
Amal:
Wiem o tem. A przecie chcę wołać przed bramą Jego pałacu: „Cześć i chwała Ci, królu!“ A potem, chcę tańczyć w takt mojego bębna i o datek go prosić pokornie.
Ojczulek:
Spyta król: „Czego życzysz sobie? Spełnię każde twe pragnienie.
Amal:
Powiem Panu memu: „Uczyń mię twym posłańcem, bym ludziom listy roznosił od drzwi do drzwi. Nie pozwól, bym ślęczał wciąż w domu“.
Ojczulek:
Więc bardzo ci smutno?
Amal:
Odkąd koło dworka wzniesiono pocztę, wcale się nie smucę. A gdy mnie zamknięto, dzień długi był i nie wiem czemu, tak jak wieczór szary. Na pocztę przyjdzie list królewski do mnie. Czekam i cieszę się. Jestem szczęśliwy. Myślę bezustannie, czy ktoś mi go zdoła przeczytać.