Strona:Przybłęda Boży.djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


morzu, albo juz w porcie bezpiecznym. Opresji przyjaciela, który walczy z burzą, nie czujesz albo ci czuć nie wolno. Co będą o mnie myśleli na gwieździe Wenus Uranja? Jak mnie osądzą, nie widząc mnie? Duma moja tak jest ugięta, jechałbym z tobą nawet bez zaproszenia. — Gdybyś tylko był szczerszy! Taisz przede mną z pewnością coś, oszczędzać mnie chcesz i więcej mi bólu sprawiasz tą niepewnością, niż pewnością najfatalniejszą. Bądź zdrów! Myśl i działaj dla mnie! Nic więcej z tego, co się we mnie dzieje, papierowi powierzyć się nie da“. I znowu w liście: „Pozdrów wszystko, co jest tobie i mnie miłe, — jakże chciałbym tu dodać — i to, czemu my mili jesteśmy????.... Bądź zdrów, bądź szczęśliwy — ja nie jestem — .
Gdy Teresa jest w Wiedniu, widuje ją często. Co za chwile! Po takim wieczorze następuje noc bezsenna, ale z nowym dniem świta nowa nadzieja ujrzenia jej. „Miałeś zapewne sen przyjemny — ja wprawdzie mało spałem, ale takie przebudzenie wolę niż wszelki sen...“
I kiedyś zdobywa się na list do niej, pod starannie wykombinowanym pretekstem przesyłki nut: „Zbyt może wiele spodziewałbym się po pani, albo zbyt wysoko oceniałbym wartość swoją, gdybym pani napisał: Ludzie nietylko wtedy są ze sobą, kiedy są przy sobie; także człowiek odległy, odosobniony, żyje nam. — Mieszkam bardzo samotnie i cicho. Choć tu i ówdzie chciałyby mnie budzić światełka, jest jednak próżnia nie do zapełnienia, powstała we mnie od czasu, jak państwo wyjechaliście stąd wszyscy, czego dotąd zwyciężyć nie mogła nawet moja sztuka, tak mi zazwyczaj wierna. — Życzę pani wszystkiego, co w życiu dobre i piękne. Niech pani wspomina mnie i to chętnie, niech zapomni o dzikościach i niech wierzy: nikt nie może chcieć życia pani w większej wi-