Strona:Przybłęda Boży.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


talent muzyczny i miała — jak twierdzi Beethoven — „wiele uczucia dla wszelakiego dobra i piękna“, choć była „pobieżna i wszystko w życiu traktująca lekko“. Trudno w siedmnastym roku życia żądać od dziewczęcia zalet głębszych. Teresa Malfatti nie wie, jak nad jej główką gromadzi się chmura błogosławiących jego myśli, jak te myśli poczynają otaczać ją zewsząd płomiennym płaszczem, jak skraplają się w rzeczywiste postanowienie.
Nawet podstawy życiowe zaczynają układać się pomyślnie. Kinski uiścił zaległe raty zgodnie z dekretem; wpływają należności z Londynu, Edynburga i Lipska; przyszłość materjalna poczyna rysować się pomyślniej. Gleichenstein wprowadza go w dom doktorostwa Malfattich. Beethoven zaczyna (o dziwo) ubierać się staranniej, dba o pewną elegancję; od wtajemniczonego Zmeskalla pożycza lustro, a odsyłając je, tak pisze: Nie gniewaj się pan o tę karteczkę. Czy nie pamięta pan położenia, w jakiem ja jestem, jak ongiś Herkules przed królową Omfale??? Prosiłem pana o kupienie mi lustra takiego jak pańskie, a proszę, skoro panu jego lustro nie będzie potrzebne, o przysłanie mi go dzisiaj raz jeszcze, moje bowiem jest stłuczone. Bądź pan zdrów i za nic nie pisz o mnie: wielki człowiek, — bo nigdy potęgi albo słabości ludzkiej natury nie czułem tak jak teraz. Kochaj mnie pan!“
Postanowienie jego dojrzewa. Ale jeszcze Teresa nic nie wie, nawet nie domyśla się. Oświadczyny Gleichensteina o pannę Nanette zostały przyjęte. Szczęśliwiec! On teraz może bez ogródek przebywać w cudownej atmosferze tego domu, otrzymał niejako jego honorowe obywatelstwo. On więc musi też pomóc teraz! Bo ta niepewność jest męką i upokorzeniem. Gleichenstein jedzie na wieś do Malfattich, przez nich zaproszony. „Żyjesz na spokojnem, cichem