Strona:Przybłęda Boży.djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


się z przyjaznym tłumem szmerów. Kładę usta kolejno na wszystkie i w szerszy świat idąc, muszę przyrzekać im zapomnienie. Muszę w sobie miejsca wiele uczynić na szmery nowe i dźwięki inne. Ostatnim akordem pieczętuję starą przyjaźń.
Będę do was przychodził, będę nawiedzał was zawsze, będę patrzał na wasze nieme usta, ruchliwe, ale nieme. Już ja oddalam się wysoko ponad was i głos wasz dochodzić mnie nie będzie.
Nie miejcie żalu do mnie. Nie ja krokami memi kierowałem. Nie jako ja chciałem, nie jako ja.

Postępujące kalectwo ucha przecinało kolejno nici łączące go z gromadą. Usuwać się już musi od publicznej gry na fortepianie, do czego przyczyniła się także choroba palca, zagrożonego amputacją, i operacja stąd wynikła. Pisze w liście o swoim „biednym niewinnym palcu“ i o jego przewlekłem leczeniu.
W zimie 1807 założono w stolicy instytucję, której jednym z celów było wprowadzanie dzieł, a także osoby Beethovena w świat muzykalny. Był nią zespół entuzjastycznych miłośników muzyki pod nazwą „Liebhaberkonzerte“. W ciągu zimy sam Beethoven kierował często temi koncertami, które odbywały się w ciasnych pokojach, niezdolnych ogarnąć pełnego brzmienia orkiestrowego. Dzisiejszemu człowiekowi trudno pojąć, jak mogła zorganizować się i rozwinąć poważną pracę orkiestra złożona niemal wyłącznie z dyletantów, przedstawiająca słuchaczom w dojrzałem wykonaniu symfonje i uwertury beethovenowskie. Ostatni z tych koncertów amatorskich, w marcu następnego roku, stał się manifestacyjnym hołdem na cześć Józefa Haydna; program obejmował jego „Stworzenie Świata“. Beethoven był w gronie tych, którym przypadł zaszczyt powitania sędziwego weterana, wiel-