Strona:Przybłęda Boży.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


istnieją te wartości mimo niezaprzeczonych kompromisów, skoro tkwią pod nawierzchną skorupą fabularną, — to jest w tem dowód mocy duchowych, które wbrew wszystkiemu wywalczyły swe miejsce i utrwaliły się. Jest w tem dowód ważniejszy: że każdym krokiem tego męża kierowała miłość. Że nie uzewnętrzniał nic, co nie było tą czystą miłością przeorane i nasiąknięte. „Jakże rad jestem, mogąc chodzić wśród krzewów, borów, pod drzewami, ziołami, skałami. Żaden człowiek tak nie może kochać wsi jak ja. Wszakże lasy, drzewa i skały dają ten oddźwięk, którego człowiek pragnie“. W otoczeniu spokojnych barw i ściszonych dźwięków, pośrodku pogodnej idylli — władze umysłu najsprawniej pracują w wielkiej kuźni tworzenia. Najzawilsze procesy, najcięższe dramaty — tu przybierają prostą formę. Żywotna, dziecięca, uśmiechnięta myśl w kształt się przyobleka wśród starych ruin, w zwalisku przedhistorycznego grodziska. Te resztki budowli, nie mury już, ale kikuty fantastyczne i szczątki starte i w ziemię starą burzami wieków wdeptane, mają w sobie zamkniętą sumę wszystkich głosów, które wśród nich rozebrzmiały ongiś. Z murszejących powolnie głazów, z fug pramurarskich, co wietrzeją a sfolgować nie chcą, sączy się niewidzialnie ta ciężka, lotna, odurzająca esencja ducha dziejów. Jest nią napełnione każde załamanie muru, każdy gzyms wyszczerbiony, każda wnęka zgruchotanej cegły. W pijane życiem niebo wiosenne wystercza się taki zrąb martwego zamku, koślawo pokurczony jak skostniała, zielona dłoń rozszarpanego żołnierza; i niema urągowiska w tym geście, jest osobliwa harmonja, która kazała dziełu rąk ludzkich zdobyć obywatelstwo przyrody, murom sztucznie wzniesionym kazała upodobnić się naturze i wejść organicznie w całość stworzenia. I ruina jest nie domem już, ale skałą, zwieńczeniem starej góry,