Strona:Poezye oryginalne i tłomaczone.djvu/167

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    Bez ciebie mi mrok padnie, choć w samo południe,
    A z tobą o północy słońce wschodzi cudnie.
    O jako masz nade mną władzę i rządzenie,
    Że mi niebo i samo mienisz przyrodzenie!



    213. Staremu [1].


    Prosił o całus pannę Bartosz chciwy;
    Nie zezwoliła, że był bardzo siwy.
    Postrzegł się, że tam siwemu nie dadzą,
    I głowę czarną ufarbował sadzą.
    Ona poznawszy rzecze: prosisz siła,
    Dopierom ojcu twemu odmówiła.



    214. Na Zapłonienie.


    Nie był ci skąpy farby Twórca dobry,
    I szkarłatnemi twarz okrył cynobry,
    Że nie tak mają, o Jago, zaiste
    Wesołą barwę jabłka przepłoniste;
    Lecz żeś się nad swój zwyczaj tej godziny
    Tak zapłonęła, to nie bez przyczyny;
    Albom ja co rzekł, czego ucho nie chce
    Słuchać i co twój wstyd pieszczony łechce.
    Ach! jeślim myślił zawstydzić cię słowy,
    Skarż mię, wszak możesz, i zabroń mi mowy;
    Albo cię to gniew, a nie wstyd zażega,
    Że moja służba o płacą nalega;
    Ach! jeśli cię to podburza w gniew tajnie,
    Już nie płać, wolę służyć rękodajnie.
    Alboć téż miłość przyczynia farbiczki,
    I z serca krwawie bucha na policzki;
    Ach! jakim szczęśliw, jeżeli rumieńca
    Nie dla inszego przybyło młodzieńca;
    Aleć to raczéj mój ogień głęboki
    Przyfarbował cię, jak słońca obłoki;
    Albo ta laka i szkarłać różany,
    Krew to jest z własnej serca mego rany.



    1. Z wydania poznańskiego. Jest-to odmianka wiersza p. n. O starym wydrukowanego w obecném wydaniu na str. 118.