Strona:Poezye cz. 2 (Antoni Lange).djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pod jakiemkolwiek zjawią się wcieleniem
Znowu powinny spotkać się na ziemi
I dalej ciągnąć wieczną pieśń miłości.
A biada — biada tym, którzy nie spełnią
Nieprzełamanej woli świętych bogów!
Jeżeli dusze nasze się kochały,
Kiedyśmy byli w postaci zwierzęcej,
Czyż się odepchną dziś — w kształcie człowieczym?
Biada, gdy woli bogów kto nie spełni.

W końcu królewna po długiem błądzeniu
Staje przed grotą świętego bramina.
Serce jej bije — cała twarz w płomieniu —
Drży zapłakana — i grzechy wspomina
I mówi (ciągle do siebie):

Od niańki swojej słyszałam za młodu —
Że tu — w tym gaju — mieszka wielki mędrzec,
Siwy pustelnik — święty Visvamitra,
Co sny i wszystkie widziadła tłómaczy.

Wnet Visvamitra, w aureoli złotej,
Wychodzi do niej z pustelniczej groty,
A ona (pełna strachu):

Czy to on? Starzec wiekiem osiwiały
I nieruchomo od stu lat siedzący...
Włos mu na ziemię spływa niestrzyżony,
A hiała[1] broda po kolana spada.
Witaj mi, starcze, witaj hogom[2] równy,
Po trzykroć witaj, święty Visvamitro!

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – biała.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – bogom.