Strona:Poezye cz. 2 (Antoni Lange).djvu/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Którą jaśniały Hellady geniusze
I która bosko płonęła w Platonie.
Lecz próżno wskrzeszać martwego po zgonie,
W zagasłym świecie palić ogień złoty,
Nie stanie Hamlet w greckim Partenonie,
Na wieki ranny świętą krwią Golgoty,
Już nigdy się nie zbudzi z smutku i tęsknoty.

Ni go Ofelii radują pieszczoty,
Ani go bawią aktorów igrzyska —
I nie wie, czemu te norwegów roty
Na krwią czerwone idą bojowiska.
I świat, jak głucha próżnia bez nazwiska,
Zda mu się cały rozlany w nicestwie
I łza mu żadna w źrenicach nie błyska.
Ha, coś się w duńskiem popsuło królestwie,
I Hamlet żądzę grobu czuje w swem jestestwie.

I oto przyszła straszliwa godzina,
Godzina walki na zatrute miecze —
I zginął Hamlet — i cała rodzina —
I krew czerwona strumieniami ciecze,
A nad cmentarzem jakieś duchów wiecze
We łzach czuwają nad temi szkielety
I krew ich w dusze wlewają człowiecze,
Aż od niej źródła wysychają Lety:
Tak wstały z krwi Hamleta — tysiączne Hamlety.

Wstały Hamlety — i poszły po świecie
Nieść zaraźliwe swoich zwątpień szały —
Aż oto błysło zmierzchowe stulecie,
Kiedy z męczeństwem chrystusowej chwały