Strona:Poezye cz. 2 (Antoni Lange).djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ja dogonię cię, dogonię!
I wypatrzył jasne oczy,
Szukał, gdzie się pierścień toczy,
I znalazł ją na gościńcu,
Na gościńcu, w złotym wieńcu.
Lecz mu pierścień się wymyka:
Pierścień nie dla płanetnika.
Więc się stała gołębicą,
Siadła w gaju nad krynicą:
On przerzucił się jastrzębiem,
Zleciał z chmury nad gołębiem,
Ale gołąb znikł w tumanach.
Było-ż kochać się w omanach?
Przerzuciła się rybeczką.
Popłynęła bystrą rzeczką;
Przerzuciła się kaczorem,
Popłynęła ci jeziorem...
On porywa sidła, sieci,
Z sideł, z sieci mgłą wyleci,
Niewidzialną pieśnią dzwoni,
A on goni ją a goni!
Ona znika mu co chwila:
To przemienia się w motyla,
To łabędziem stanie białym,
To marmurem skamieniałym,
To barw tęczą niewidzianą,
To melodyą niesłychaą...[1]
Aż ci zmienia się na nowo,
Piorunową i tęczową,
Żmiją stała się stugłową,
Wszystkich mąk i łez królową:
I na piersiach mu usiadła,

  1. Przypis własny Wikiźródeł błąd w druku — niesłychaną