Strona:Poezye cz. 2 (Antoni Lange).djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A on biegnie, biegnie do niej,
Biegnie za nią w ognia błyski,
Biegnie za nią w wodotryski,
Biegnie za nią w gąszcz lesistą,
W mgłę srebrzystą i złocistą.
Już, już stanął nad strumieniem,
Już uchwycił ją ramieniem,
Aż ci w ręku mu zabłysła,
W niewidzialny obłok prysła,
I usłyszał śmiech daleki....
Ale jej był już na wieki!

Choćbym błądził w dzień i w nocy,
I wypatrzył jasne oczy,
Moją będziesz, jak sądzono,
Moją będziesz, dziwożono!
Lecz widziadło-niewidziadło,
Naraz z ramion mu wypadło.
Drobną stała się ptaszyną,
Poleciała w bór gęstwiną,
I zniknęła, uleciała,
I zdaleka zaśpiewała...

A on ostre wziął topory,
Wyciął lasy, wyciął bory,
I wynalazł ptaszka w lesie,
I ku niemu znowu rwie się.
Ale ptaszek nagle znika,
Ptaszę nie dla płanetnika!
Przerzuciła się pierścieńcem,
Potoczyła się gościńcem.
O, choć ból mi wzbiera w łonie,