Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wiosnę — dziewicze łona — purpurę zórz i hyacynty —
Miłość — i bogów moc — i bojów ognisty żar —
Wszystkie cuda natury — i pełne tajń labirynty:
Wszystko to przelał wieszcz w pieśni natchnionej czar.

Płyną w otchłań nieznaną przeznaczeń ludzkich korable —
Huczą odgłosy walk — jęków i łez i skarg —
Błądzą ludy skrwawione, walczą Kainy i Able,
Tęsknią w potopów czas do wybawienia ark.

Oto na Helikonach śród burz i wichru potoków,
Skróś tajemnicze mgły — i krew, i łzy, i kir —
Złote arfy zabrzmiały — psalmy natchnionych proroków
I pieśni słyszał lud — i kląkł na dźwięki lir.

I słuchały narody — jak brzmiały pieśnią etery —
I poznawały tajń pierwiastki przez ich pieśń,
I wołały: Śpiewajcie swoje rapsodye — Homery!
I unieście nasz duch wzwyż ponad ziemską cieśń.

Jako bogów ołtarze są wasze słowa, o mistrze!
Wy odkrywacie nam — tajemnej prawdy świat:
W strunach lutni brzmi echo bożego Słowa najczystsze,
Wasza natchniona pieśń — to nieśmiertelny kwiat!


IV.

Czemuż te tłumy mędrców — czemuż te tłumy poetów
Z piersią gdzie huczy ból, pełni rozpaczy i łez —
Idą w świat pełny troski — grobów i turm i szkieletów,
Idą na świata kres — na niewiadomy kres? —

Nieogarniona duchem — śpi dobra matka natura;
Kryjąc istotę swych tajń, treść swą osłania w mrok;